Kategorie: Wszystkie | bary | herbaciarnie, kawiarnie | lokale | pizzeria | restauracje
RSS

herbaciarnie, kawiarnie

sobota, 17 listopada 2012

Mea culpa. Ostatnio nie mogłam się zabrać do pisania na blogu. Chyba powoli zapadam w sen zimowy. Lato, gdzie jest moje słoneczne lato? Na pocieszenie – we Wrocławiu na Rynku już niedługo zacznie się jarmark bożonarodzeniowy (czekam z niecierpliwością!). Tymczasem boli mnie gardło i bezustannie chce się pić. Także dzisiaj krótko o piciu. Co przywróci moje gardło do równowagi – gorąca czekolada ze Starbucks’a czy zimny „Żwirek i Muchomorek”?

 

Gorące jak…

chocoSą dwie szkoły walki z objawami bólu gardła. Pierwsza mówi: wlewaj gorące! No to wybrałam się z koleżanką do Starbucksa na Rynku. Ja, niepijąca kawy, mam tam szeroki wachlarz trunków do wyboru (dla niełapiących ironii, tak, to jest ironia). Wybrałam więc, jak na konesera czekolady przystało, Classic Hot Chocolate za 10,50 zł. Nie dostałam papierowego kubka z własnym imieniem, pech (dają tylko na wynos).

Wrażenia na temat czekolady: niezła, bita śmietana całkiem całkiem, a czekolada nie za słodka, ani zbyt gęsta, ani zbyt rzadka. Miała tylko jedną wadę - nie była wystarczająco ciepła, a przecież w nazwie czekolady pojawia się słowo „hot”. Mimo tej małej niedogodności, czekolada z pewnością godna polecenia. A w piątkowe popołudnie Starbucks nie pękał w szwach, więc przy kawie i czekoladzie dało się nawet rozmawiać.

Zimne jak…

drinksDruga szkoła walki z bólem gardła w zimie mówi: wlewaj zimne! Co prawda większość światowej populacji zgadza się z tym, żeby nie wlewać lodowatego, ale co najwyżej letnie. Wpadłam więc do K2 na jakiegoś małego bezalkoholowego drinka. Mam słabość do „Żwirka i Muchomorka”. Mała słodka rzecz a cieszy (a 6 zł to cena na każdą kieszeń). Tylko te kostki lodu… hmm… chyba jednak trochę się wstrzymam z piciem, bo lodowate gardłu nie służy.

K2 jest miejscem dość… bajkowym. Dużo cukru, lukru i słodyczy. W menu co prawda znajduje się alkohol, ale nie gra pierwszych skrzypiec w wyborach klientów. W końcu to herbaciarnia a nie pub. Nie mówiąc już o tym, że aby się dostać do lokalu trzeba pokonać wysokie schody. Już widzę jak człowiek po paru głębszych po nich schodzi. Upadek mógłby być bardzo ciężki, nikomu nie polecam.

Na dzisiaj tyle. Gardło wciąż pobolewa więc nie jestem w najlepszej blogerskiej formie.

 

poniedziałek, 15 października 2012

Nie wiem czemu, ale herbata kojarzy się zwykle z nudą i ciepłymi kluchami. Bo jak dwie psiapsiółki idą poplotkować, to nie na jakąś herbatkę, tylko na kawę. I znowuż nie na byle jaką kawę ale kawę ze Starbucksa (młodzi) ewentualnie Tchibo (dla konserwatystów, zwykle w średnim wieku, ale nie tylko). Ze znajomymi, całą bandą, idzie się na piwo, bo piwo, wiadomo, alkohol, procenty, siala lala. Wiejsko-miejska impreza bez wódki, to nie impreza. Ludzie z klasą (lub powiedzmy sobie szczerze, z kasą) piją whisky. Baby wino i likier. I piwo z sokiem. A co z herbatą? Czy da się lansować w herbaciarni?

Okazuje się, że herbata też może smakować i być trendy. Trzeba tylko wiedzieć, w którymSahlep lokalu trzeba bywać i gdzie nie wypada jej nie zamówić. We Wrocławiu bez wątpienia takim miejscem jest Czajownia. Byłam dotąd dwa razy. Ani razu nie piłam herbaty, ale wszystko przede mną.:)

Miejsce jest naprawdę klimatyczne, zwłaszcza w lecie gdy można posiedzieć w ogródku nazywam wielkopańsko pawilonem herbacianym lub swojsko ogródkiem bambusowym. Gdy jest nieco chłodniej można utonąć w głębi lokalu na poduszkach. Można by się tak położyć i leżeć cały dzień. Jednak w pozycji leżącej źle się pije, więc jednak siedzimy, a nie leżymy. I skoro już siedzimy, to warto zajrzeć do menu.

Menu to książka dla wytrwałych, samo przejrzenie strona po stronie zajmie człowiekowi minimum pół godziny. Ostatecznie, ponaglana (machanie dzwoneczkiem to niezła radocha, więc niektórzy się niecierpliwią) wybrałam napój orzeźwiający An-Cha (11,80zł, podawany w szklance 0,35l). Pycha. Naprawdę orzeźwiający. Zielona herbata plus sok ananasowy (z kawałkami owoców). Naprawdę warto spróbować.

Aczkolwiek mam pewien żal, że nie spróbowałam Sahlep. Jak przeczytałam na profilu Czajowni co tam ten napój ma w środku i jak wygląda (patrz zdjęcie z prawej)… Nic, wybiorę się na Sahlep przy pierwszej możliwej okazji i co ważne – wybór napoju zamiast 20 minut zajmie mi max. 40 sekund (bo przecież jest parę smaków napoju Sahlep, to chwilę jednak potrzebuję na wybór). A na koniec obiecałam komuś wierszyk (krótki, więc nie zaśniecie, a jak coś to napijcie się herbaty).

Dla A.

Bo my idziemy na herbatkę…

Chłop z dumą pierś wypina.

Zaraz mu jednak zrzednie mina,

Gdy usłyszy od niezazdrosnej:

Stary, żalisz się

Czy chwalisz?

Nie zrozumiał.

Poszedł na piwo.

Mam nadzieję,

Że chociaż ty Czaisz,

Że herbatka znów jest cool.

free counters