Blog > Komentarze do wpisu

Sen makaroniarza

Za oknem słońce, a ja kicham i kaszlę. O wypadzie do jakiejkolwiek restauracji mogę zapomnieć. Z tego względu dzisiaj będzie trochę wakacyjno-kulinarnych wspomnień. Po pierwsze, w niedzielne popołudnie marzył mi się makaron, a nie rosół (no, ale człowiek przeziębiony nie narzeka). Po drugie, pewna potrawa bezpowrotnie kojarzy mi się z wakacjami. I z restauracją Sphinx.

makaron

Sieć restauracji Sphinx zna niemal każdy mieszkaniec większego miasta. W samym Wrocławiu trochę ich jest. Co ciekawe, będąc u siebie, nigdy nie miałam jakoś okazji bądź motywacji, żeby do niego wejść. Aż pojechałam na wakacje. Najpierw Kraków, później Trójmiasto. Dawna stolica Polski przywitała mnie pochmurnym niebem. Po zwiedzeniu Wawelu na zewnątrz czaił się na mnie deszcz. No i byłam głodna. Jakoś trafiłam do Sphinxa . I co mnie zainteresowało w karcie dań?

Makaron. Penne Spinaci. „Włoski makaron penne w delikatnym sosie śmietanowo-szpinakowym, pachnący czosnkiem”. Porcja 400 g. Dla głodnego to chyba nie dużo, chociaż nie wiem. Lubię makaron, szpinak, śmietanę. Sosem czosnkowym też nie pogardzę. Także opcja idealna dla mnie. Gdy przesympatyczny kelner (naprawdę sympatyczny, aż zostawiłam nieprzyzwoicie wysoki napiwek, a co!) podał danie, nieco się zdziwiłam. Wyglądało jak zwykły makaron (przez zwykły to ja rozumiem coś a la makaron świderki) polany sosem (zapach niczego sobie). Zaczęłam jeść. Sos pycha! A człowiek głodny nie narzeka, że oczekiwał cudów na kiju. Smakowało świetnie. Co prawda, cena 19,90 zł, to dość drogo.

Miłośnikom makaronu i szpinaku - polecam. Sos, sos i jeszcze raz ten wspaniały sos. Ostatecznie, będąc na głodzie w czasie trójmiejskich wojaży, z braku innych pomysłów, wpadłam w Gdańsku do Sphinxa i automatycznie zamówiłam Penne Spinaci. To chyba najlepszy dowód na to, że jednak warto spróbować. Potrawa jest dobra o ile jesteś w stanie zamówić ją po raz drugi. Gdy wyzdrowieję, na pewno wybiorę się do wrocławskiego Sphinxa, a tych mam tutaj pod dostatkiem. Jeśli pogoda zrobi się fatalna, to pewnie wezmę makaron. Jak nic przypomni wakacyjne przygody.

Hmm… a może to nie sos, a wakacji smak, tak podniósł w moich oczach tę potrawę. Kto wie, na pewno jeszcze to sprawdzę. A póki co cieszmy się ostatnimi chwilami uciekającego weekendu.

niedziela, 30 września 2012, slodkogorzkie_zycie

Polecane wpisy

Komentarze
2012/10/04 09:32:29
ciekawa konwencja blogu ( ma się dedukcję po 2 wpisach i tytule :D ) być może dowiem się gdzie we Wrocławiu można zjeść coś dobrego ( niekoniecznie w znanych sieciach żywieniowych) bo przyznaję że po weekendowym wrocławskim pobycie wróciłam głodna :)
-
slodkogorzkie_zycie
2012/10/04 11:09:32
"Jak nie umrzeć z głodu i przeżyć weekend we Wrocławiu?" - dobry tytuł następnego wpisu :) No, wszystko przed nami :)
-
ipolisa
2012/10/23 11:25:27
Ach, makaron zjadłoby się dziś na obiad. :)
free counters